lipiec 2014

Pierwszy mecz

Kontrakt z Bayernem Robert podpisał oficjalnie w styczniu. Jednak dopiero 9 lipca 2014 roku został zaprezentowany jako piłkarz bawarskiego klubu. Po mimo wielu propozycji z czołowych klubów świata zdecydował się na przejście na Allianz Arena, stając się dopiero drugim piłkarzem z Polski, który będzie grał dla rekordowego Mistrza Niemiec. Po odejściu z zespołu Mario Mandzukicia Robert zaprezentował koszulkę z numerem 9. Pierwszy mecz Robert rozegrał w sparingu z MSV Duisburg, spotkanie zakończyło się remisem 1:1, jedyną bramkę dla monachijczyków zdobył król strzelców Bundesligi poprzedniego sezonu. Pierwszy oficjalny mecz w nowych barwach Robert zagrał w spotkaniu o Superpuchar Niemiec z…Borussią Dortmund na Signal Iduna Park. Bayern przegrał w tym spotkaniu 2:0. Historia lubi się powtarzać, i tym razem stadion w Gelsenkirchen okazał się szczęśliwy. Podobnie jak w barwach BVB pierwszą bramkę Robert strzelił w zremisowanym 1:1 meczu z Schalke 04.

styczeń 2014

Pełen profesjonalizm
i godne pożegnanie

Chociaż oficjalny komunikat wydano dopiero w styczniu, domyślano się , że to ostatni sezon Lewandowskiego na Signal Iduna Park, a od następnego będzie reprezentował barwy Bayernu Monachium. Krytycy łamali sobie głowy, czy „Lewy” nie przestanie czasem zaniedbywać dotychczasowych obowiązków i nie spocznie na laurach. Nic bardziej mylnego. Robert do samego końca hołdował postawie rasowego profesjonalisty. Przykładał się najlepiej jak mógł. W Superpucharze Niemiec udanymi zagraniami pomógł kolegom z Borussii pokonać Bayern 4:2. W pozostałych spotkaniach grał na starym, dobrym poziomie. W niektórych aspektach, jak przy stałych fragmentach gry, zaobserwowaliśmy nawet spory postęp.

W fazie grupowej Ligi Mistrzów czterokrotnie upokarzał golkiperów, co wpłynęło na awans Borussii do dalszych gier. Z kolei po samej rundzie jesiennej Bundesligi miał na koncie 11 bramek. Wiosną dołożył jeszcze dziewięć i z dwudziestoma trafieniami wreszcie wywalczył tytuł najlepszego strzelca Bundesligi, o co tak bardzo zawzięcie zabiegał od dwóch sezonów. Można więc powiedzieć, że Borussii był wierny do samego końca. Sezon 2013/2014 był dla Lewandowskiego pomyślny z wielu powodów. Za genialną przygodę z Ligą Mistrzów, cztery gole z Realem i generalnie równą, solidną, popartą golami postawę otrzymał nominację do Złotej Piłki FIFA dla Najlepszego Piłkarza Świata. Koniec końców w nieoficjalnej klasyfikacji zajął trzynastą lokatę. W czerwcu przy okazji towarzyskiego spotkania z Litwą, czołowy polski snajper został wybrany przez Adama Nawałkę, nowym kapitanem reprezentacji Polski. Opaskę przejął z rąk Kuby Błaszczykowskiego. Kampania 2014/2015 będzie dla naszego piłkarza zupełnie nowym wyzwaniem. Na Allianz Arena, identycznie jak na Signal Iduna Park, ma dalej pokonywać bramkarzy z uporem maniaka i bić się o najważniejsze trofea, zarówno te, których zdążył już zasmakować jak i te o które przyszło mu się otrzeć. Dotychczasowe mecze okresu przygotowawczego sugerują jedno – na pewno nie zawiedzie i dalej będzie wielki.

więcej

zwiń

październik 2013

Łowca rekordów

Mocna koncentracja Borussii na Lidze Mistrzów negatywnie odbiła się na krajowych dokonaniach Dotychczas dominującą pozycję zachwiał skutecznie Bayern, który z łatwością wydarł tytuł mistrzowski oraz DFB Pokal. Gorsze wyniki Borussii ani trochę nie przełożyły się na postawę Roberta Lewandowskiego. Wręcz przeciwnie – w ogólnym rozrachunku Polak wypadł lepiej niż w poprzednim sezonie. Zdobył 24 bramki i o zaledwie jednego gola przegrał wyścig ze Stefanem Kiesslingiem o koronę króla strzelców Bundesligi. Na pocieszenie mógł zadowolić się rekordem 12 spotkań z rzędu ze strzeloną bramką. Do pobicia przewodzącego w tym zestawieniu Guerda Muellera zabrakło czterech spotkań...

maj 2013

Pechowe Wembley

Trzech Polaków w jednej drużynie w finale Ligi Mistrzów. To był wielki dzień w historii naszego futbolu. Przypadek bez precedensu. Ulice Londynu, stolicy kolebki futbolu opanowali kibice w żółtych koszulkach z nazwiskami naszych rodaków. Niestety dla dortmundczyków Londyn nie okazał się szczęśliwy. Dramatyczne, pełne zwrotów akcji spotkanie zakończyło się wygraną Bayernu 2:1, który o swoim triumfie przesądził minutę przed końcem regulaminowego czasu gry. Lewandowski dwoił się i troił, ale bramki zdobyć nie potrafił. Strzelił wprawdzie między słupki, lecz arbiter odgwizdał spalonego.

-Brak mi słów. To nie jest miłe uczucie przegrać w finale. Harowaliśmy, przebyliśmy piękną drogę. Chcieliśmy wygrać, ale nie postawiliśmy kropki nad 'i” - mówił po finale, wyraźnie przygnębiony Lewandowski. Mimo finałowej klęski, jego kolegom należały się gromkie brawa. Dotarli do finału, kiedy przecież wydawało się, że w ogóle nie poradzą sobie w grupie śmierci. Wyczyn godny docenienia tak samo jak dziesięć bramek Lewandowskiego w Lidze Mistrzów i drugie miejsce w tabeli strzelców.

więcej

zwiń

kwiecień 2013

Nowy „bello di note“
poszedł w świat

W półfinale dortmundczycy ponownie natknęli się na Real i choć w fazie grupowej wygrali i zremisowali, to do faworytów z pewnością się nie zaliczali. I wtedy najjaskrawszym blaskiem na Santiago Bernabeu rozbłysła gwiazda „Lewego”. Jeden zawodnik w jednym meczu, w półfinale najbardziej elitarnych rozgrywek piłkarskich na świecie, strzela cztery bramki wielkiemu Realowi... Ten nie lada nadludzki wyczyn utkwi w umysłach chyba do końca świata.

„Lewandowski uszczęśliwił Dortmund”, „Klopp i jego bramkowy tytan”, „Wielki Lewandowski powalił Real na kolana”, „Herr-o Lew zepchnął Real na krawędź”, „Lewandowski oszołomił Real”, „Lewandowski ukradł show”, „Lewandowski zmusza Real do cudu” - tak wyglądały tytuły światowej prasy na następny dzień. Wszystko o naszym niezwykłym rodaku. -Wiedzieliśmy o nim wszystko, wiedzieliśmy jak gra, a on i tak wbił cztery gole. Zasługuje na pełne uznanie – komplementował Lewandowskiego, Jose Mourinho, szkoleniowiec Realu. -Creme de la creme klasy światowej. Robert strzela gole z niczego. Tego nie potrafi nawet Messi – nie mógł się nachwalić Neven Subotić. -To szaleństwo co zrobił – cieszył się Jurgen Klopp. Z kolei prezes PZPN - Zbigniew Boniek napisał na Twitterze: „Oddaję Lewemu tytuł 'bello di notte'(piękny nocą)”. -Cóż mogę powiedzieć... Strzelić cztery gole w takim meczu w takich rozgrywkach. Wielka sprawa... Muszę być szczęśliwy. Ale to jeszcze nie koniec – wykrztusił z siebie, zaraz po meczu, cały szczęśliwy Lewandowski. Borussia dopełniła formalności w rewanżu i mogła z miejsca przygotowywać się do niemieckiego finału z Bayernem Monachium.

więcej

zwiń

listopad 2012

Na podbój
Ligi Mistrzów

Do sezonu 2012/2013 Lewandowski przystępował w charakterze największej gwiazdy Bundesligi, której potencjału nie szło zakwestionować. Włodarze Borussii tym razem za priorytet najwyższej wagi obrali godne zaprezentowanie się w Lidze Mistrzów. Gdy w fazie grupowej los przydzielił tak silne firmy jak Real Madryt, Manchester City czy Ajax Amsterdam powszechnie uznawano, że sam fakt przejścia dalej utożsami się z sukcesem. A tu niespodzianka. Borussia z Lewandowskim na czele wywróciła do góry nogami porządek najlepszych drużyn Starego Kontynentu.

Polski snajper w każdym spotkaniu grał z olbrzymim animuszem, wiódł Borussię na co rusz to nowe poruszenia futbolowego świata. W fazie grupowej trzema bramkami doprowadził do dwukrotnego pokonania Ajaxu, bramkową cegiełkę dołożył również w zwycięstwo nad Realem (2:1) na Signal Iduna Park, zaś w zremisowanym 2:2 rewanżu na Santiago Bernabeu popisał się dwoma asystami. Nieoceniona praca „Lewego” zaprowadziła Borussię do pierwszego miejsca w grupie, której nie miała prawa wygrać. To był dopiero początek marszu.... W 1/8 finału z Szachtarem Donieck, Lewandowski wpisał się na listę strzelców w pierwszym spotkaniu na Ukrainie, co w pewnym stopniu uratowało remis 2:2, ułatwiając sytuację przed drugą połową dwumeczu. W ćwierćfinałowym rewanżu z Malagą, gol Roberta na 1:1 był jednym z pierwszych aktów wielkiego dramatu. Na osiem minut przed końcem Borussia przegrywała na własnym stadionie 1:2, ale mało, że wyrównała, to jeszcze w doliczonym czasie, przy udziale Lewandowskiego, strzeliła na 3:2, przechodząc do grona półfinałowej czwórki.

więcej

zwiń

lipiec 2012

Smutek po Euro

Po niezwykle fantastycznym sezonie w Bundeslidze przyszło długo wyczekiwane Euro 2012. Polska ,będąc z Ukrainą jednym z organizatorów, na miesiąc pogrążyła się w amoku wielkiej, piłkarskiej zabawy. I chociaż pod wieloma względami, Mistrzostwa Europy postrzegano pozytywnie, to występ naszej reprezentacji nie spełnił oczekiwań. To z pewnością jeden z najgorszych epizodów w karierze Roberta Lewandowskiego, o którym chciałby jak najszybciej zapomnieć.

Pierwsze dwa mecze rozbudziły nadzieje. Z Grecją, za sprawą właśnie Lewandowskiego, Polacy objęli prowadzenie, ale ostatecznie zremisowali 1:1 . Następnie w identycznym stosunku i po całkiem przyzwoitej grze podzielili się punktami z Rosją. Aby przejść dalej musieli pokonać Czechów. Na ten mecz czekała cała Polska, niestety "biało-czerwoni" ulegli 0:1 i swój udział zakończyli już w fazie grupowej, na domiar złego - na ostatnim miejscu. -Daliśmy z siebie wszystko, ale o niepowodzeniu zadecydowały przede wszystkim indywidualne błędy. Kibice przez cały turniej mocno nas wspierali, dawno nie pamiętam czegoś tak wspaniałego. Dla nich chcieliśmy awansować dalej. Jest nam przykro, że się nie powiodło. Chcieliśmy jak najlepiej, niestety wyszło inaczej. Możemy tylko przeprosić- podsumował wyraźnie podłamany klęską, Robert Lewandowski

więcej

zwiń

kwiecień 2012

Pogromca monachijskich lwów

Lewandowski na dobre zadomowił się w Bundeslidze, stale brylował niezwykłą skutecznością jak za czasów gry w Lechu Poznań, dla nikogo nie był postacią anonimową. Ale, żeby wielki piłkarz mógł aspirować do miana legendy, musi się wykazać w meczach o wszystko, w starciach z najniebezpieczniejszymi rywalami o najwyższą stawkę, w obliczu emocji dosięgających samego nieba. Po dwóch meczach z Bayernem Monachium, „Lewy” nie pozostawił wątpliwości – stał się legendą i największym koszmarem najgroźniejszego przeciwnika Borussii.

W drugiej rundzie sezonu, efektowną piętką zmienił trajektorię zagrania Kevina Grosskreutza tak, że piłka wpadła do bramki Manuela Neuera i w praktyce odarła monachijczyków z jakichkolwiek marzeń na powstrzymanie Borussii przed drugą z rzędu paterą. Tym samym „Lewy” trafił w lidze dwudziesty raz i wyrównał rekord Jana Furtoka pod względem polskich bramek w Bundeslidze. W ostatnich kolejkach jeszcze dwukrotnie kierował piłkę do siatki, dzięki czemu zajął trzecie miejsce w klasyfikacji najlepszych strzelców. Tak naprawdę legenda Lewandowskiego w Niemczech wyłoniła się w finale DFB Pokal, w którym naprzeciwko stanął marzący o odwecie Bayern. Nic z tego. Robert ustrzelił efektownego hat-tricka, Borussia wygrała 5:2 i zgarnęła krajowy puchar, a wielki bohater wieczoru z siedmioma bramkami na koncie sięgnął po króla strzelców kolejnych rozgrywek. -Robert Lewandowski - i wszystko jasne. To bezsprzecznie motor wydarzeń w Berlinie" - stwierdzili dziennikarze „Die Welt”. Po sezonie do rąk Polaka trafiła nagroda dla najlepszego piłkarza sezonu.

więcej

zwiń

styczeń 2012

Czas przełomu

Sezon 2011/2012 okazał się momentem wielkiego przełomu. I to przełomu o którym marzy niejeden piłkarz śniący o wielkiej karierze. Z początku nic nie zapowiadało, że pozycja Lewandowskiego na Signal Iduna Park ulegnie radykalnej zmianie. Punkt widzenia odwrócił się, jak kontuzję na Copa America złapał Lucas Barrios, a Jurgen Klopp wybrał Lewandowskiego na alternatywę.

Polak swoją szansę wykorzystał najlepiej jak tylko mógł. W Dortmundzie doszło do wielkiej transformacji. Etatowy dżoker przeistoczył się w pierwszorzędnego snajpera z instynktem zabójcy. Nominacje na najlepszego piłkarza meczu, obecność w jedenastce najlepszych graczy kolejki, noty na poziomie klasy światowej z czasem były już zwykłą codziennością. Lewandowski strzelał na wszystkich możliwych frontach. W listopadzie, po zaledwie 12 występach w Bundeslidze zgromadził osiem bramek, czyli tyle samo co w całym poprzednim sezonie. Trzy z nich zdobył w wygranym 4:0 spotkaniu z FC Ausburg i co ciekawe skompletował dopiero pierwszy w karierze hat-trick! Duży rozgłos przyniosły także dwa trafienia z FC Koeln. Było jasne, że od tej pory jest w ataku niekwestionowanym numerem jeden, a Barrios tylko rezerwowym. Kolejnym golem w Derbach Zagłębia Ruhry z Schalke i nagrodą dla najlepszego piłkarza meczu jeszcze dobitniej ugruntował miejsce w szeregu. Po pierwszej połowie sezonu ligowego Lewandowski uzbierał 12 bramek i 6 asyst. Zadziwiającym dorobkiem wywindował się do czołówek zestawień najskuteczniejszych strzelców i klasyfikacji kanadyjskiej . Wraz z nim jak niezawodna machina bojowa funkcjonowała praca trio Piszczek- Błaszczykowski – Lewandowski Schemat często się powtarzał. Pierwszy dośrodkowywał, drugi dogrywał, trzeci wykańczał. W sumie polska trójca zapewniła Borussii przytłaczającą większość strzelonych goli i zwycięstw. -Bez Polaków, Borussia ani rusz – twierdzili niemieccy dziennikarze. Zgodnie z formą Roberta w klubie podążała dyspozycja w reprezentacji. W towarzyskim spotkaniu z Niemcami w Gdańsku, zremisowanym 2:2, sensacyjnie otworzył rezultat i znalazł się na pierwszych stronach niemieckich mediów. -Lewandowski zaprowadził nas na krawędź – to cytat Joachima Watkze, prezesa Borussii. Nie wyszedł tylko całokształt przygody z Ligą Mistrzów. „Lewy” wprawdzie wbił jednego gola (z Olympiacosem Pireus w 3.kolejce), ale udział zakończył na fazie grupowej. Dla konkurentów z Bundesligi był to zły znak, bowiem dortmundczycy mogli się w pełni skoncentrować na zdominowaniu krajowego podwórka.

więcej

zwiń

wrzesień 2011

Wzloty i upadki

Po przejrzeniu sterty ofert i stale przeciągających się negocjacjach („To był jeden z najtrudniejszych transferów” - Michal Zorc, dyrektor sportowy Borussii), Lewandowski wybrał grę dla Borussii Dortmund, z którą związał się czteroletnim kontraktem.

Zupełne nowe otoczenia wymagało nauki miejscowego języka i przyjęcia określonych norm. Na szczęście w procesie aklimatyzacji, mógł liczyć na pomoc Kuby Błaszczykowskiego i Łukasza Piszczka, którzy mieli trochę niemieckiego doświadczenia i pomogli nowemu koledze wkupić się w łaski szatni. Na boisku wszystko zależało od nóg Roberta. Różnica poziomu pomiędzy grą w Ekstrakalasie a Bundesligą jest ogromna. Gdy polski piłkarz wyjeżdża na zachód, ma wrażenie jakby musiał od podstaw uczyć się futbolu. Nie było zatem wątpliwości, że pierwsze kroki Lewandowskiego w nowym klubie będą polegały na wchodzeniu z ławki. Oficjalny debiut w nowych barwach przypadł na pierwszą rundę Pucharu Niemiec z trzecioligowym Wacker Burghausen (Borussia wygrała 3:0). W 56.minucie polski napastnik zastąpił Lucasa Barriosa, największą gwiazdę BVB i strzelca 23 bramek w zeszłym sezonie. W pierwszej kolejce Bundesligi wszedł do boju w 63.minucie za Sebastiana Kehla. Co prawda Jurgen Klopp często wypowiadał się o Robercie w superlatywach ("Najbardziej obiecujący piłkarz ostatnich 10-15 lat"), to jednak nigdy nie wystawił go w pierwszym składzie, bez przekonania o stabilności dobrej formy. Nie pomogły dwie bramki z rzędu zdobyte w elektryzujących derbach Zagłębia Ruhry z Schalke 04 i FC Kaiserslautern. W obecnej sytuacji, kiedy były gracz Lecha dostawał szanse z ławki, ale miewał wahania formy i problemy ze skutecznością, nadziei na występy od pierwszych chwil należało wyszukiwać w sytuacjach niezależnych od nikogo. W listopadzie Lewandowski zdjął strzelecką blokadę i kolejno trafiał do siatki z Hannoverem i Freiburgiem, a w sukurs za zwyżkującą dyspozycją przyszedł uraz Lucasa Barriosa. I tak, w 15.kolejce „Lewy” wreszcie wyszedł w wyjściowej jedenastce, za co zresztą odpłacił się golem. Od tej pory częściej grał w podstawowej jedenastce i dostawał dłuższe szanse. Niemieccy dziennikarze zwrócili uwgę na dobrą końcówkę jesieni w wykonaniu rezerwowego BVB. Widząc duży wkład w zwycięstwa, popularny sportowy dziennik „Kicker” przyznał Lewandowskiemu nagrodę dla najlepszego „jokera”. Debiutancki sezon na niemieckich stadionach Lewandowski skończył z następującym bilansem: 43 spotkania, 9 bramek, 4 asysty. Nieźle jak na premierowe momenty. Wiosną znów się troszkę zaciął, lecz mało kto o tym pamiętał, po tym jak pięknym strzałem dał zwycięstwo nad FC Koeln, a tym samym zapewnił pierwszy od dziewięciu lat tytuł mistrzowski.

więcej

zwiń

maj 2010

W chwale dubletu
i króla strzelców

Bez względu na liczne zapytania z zagranicy, Lewandowski został w Poznaniu jeszcze na rok. Jednocześnie przestał być traktowany jako młody obiecujący gracz, ale utalentowany egzekutor z nakazem zdobywania bramek. Zwiększona presja jedynie spotęgowała siłę rażenia. U progu nowego sezonu, gol Roberta przyczynił się do wygrania Superpucharu Polski. W Ekstraklasie strzelał jak na zawołanie, nierzadko tak efektownie, że na miarę najpiękniejszego gola kolejki.

Nigdy jednak nie przedstawiał strzeleckich zapędów nad dobro drużyny. Z Koroną Kielce, mimo dwóch goli i szansy na pierwszego hat-tricka w lidze, wolał podać do lepiej ustawionego partnera. Cały szum nigdy nie odbił się negatywnie na jego psychice i nie zmienił mentalności: -Sodówka? Najpierw trzeba się mieć czym zachłysnąć – powtarzał. Lech zawdzięcza Lewandowskiemu najlepszy sezon od lat. Nie byłoby Lewandowskiego – nie byłoby dubletu. U finiszu Ekstraklasy, gdy Lech koniecznie musiał wygrywać seryjnie, żeby dogonić konkurencję w wyścigu o mistrzostwo Polski, „Lewy” z olimpijskim spokojem umieszczał futbolówkę tam gdzie trzeba. W całych rozgrywkach uzbierał osiemnaście bramek i bez zająknięcia wygrał klasyfikację strzelców. Był pierwszorzędnym architektem w wywalczeniu tytułu najlepszej drużyny kraju. Stało się jasne, że na Bułgarskiej miejsca nie zagrzeje. Przez ten cały czas musiał odpierać najróżniejsze pogłoski dotyczące przyszłości. Jak zawsze stawiał na pełen profesjonalizm: „Chce Pan rozmawiać o transferze? To nie ma o czym, bo gram dla Lecha- odpowiadał dziennikarzom.. Z „Kolejorzem” pożegnał się z wielką klasą.

więcej

zwiń

czerwiec 2008

Gole w debiutach
domeną "Lewego"

Lewandowski wkroczył do Lecha wielkim przebojem. Bramki w debiutach stały się jego domeną. W pierwszym meczu w nowym klubie potrzebował ledwie kilku chwil na zapewnienie zwycięstwa z Chazarem Lenkoran w eliminacjach Ligi Europy. Debiut w Ekstraklasie z GKS-em Bełchatów okrasił pięknym golem z piętki. Nie inaczej wydarzyło się w reprezentacji Polski w starciu eliminacji mistrzostw świata z San Marino. Co ciekawe pierwsze powołanie na konsultację do kadry Leo Beenhakera otrzymał jeszcze zanim zdążył wybiec na boiska Ekstraklasy.

Kariera „Lewego” na Bułgarskiej nabierała niesamowitego rozpędu. Ekstraklasa czy Puchar UEFA – zawsze pakował bramki z taką samą częstotliwością. Do dzisiaj fani Lecha wspominają dwa trafienia w wygranym 6:0 starciu z Grasshopers Zurych czy ważny gol w dogrywce z Austrią Wiedeń. „Kolejorz” spisywał się wówczas nadzwyczaj dobrze. W świetnym stylu dostał się do fazy grupowej, stoczył pamiętne batalie z AS Nancy, Deportivo La Coruna, Feyenoordem Rotterdam czy CSKA Moskwa, docierając do 1/16 finału, gdzie odpadł z Udinese Calcio. Trener Smuda, widząc olbrzymi postęp swojego zawodnika, z Lewandowskiego uczynił podstawowego napastnika, który za zaufanie odwdzięczał się w najlepszy możliwy sposób. Rundę jesienną Robert skończył z ośmioma trafieniami na koncie i trzecim miejscu w klasyfikacji najskuteczniejszych strzelców. Nie bez kozery został wybrany największym odkryciem sezonu przez tygodnik „Piłka Nożna”. W „Timesie” widniał nawet na liście najlepiej rokujących piłkarzy. Naturalnie, jak to w przypadku młodego talentu bywa, zdarzały się wahania formy. Nie było się jednak niczym martwić. Robert zawsze szybko wracał do pełnej dyspozycji i w kolejnych spotkaniach strzelał całymi seriami. Efekt finalny wyglądał świetni. Dwanaście bramek w pierwszym sezonie Ekstraklasy, trzecie miejsce wśród najlepszych strzelców i trofeum Pucharu Polski na otarcie łez po niestety przegranym mistrzostwie (Lech zajął trzecie miejsce).

więcej

zwiń

lipiec 2006

Wielka odbudowa
w pruszkowie

Po odrzuceniu przez Legię, Robert znalazł się na lodzie. Nie miał klubu ani dostępu do odpowiedniej bazy treningowej. Na szczęście w samą porę z pomocą przyszła matka, która dołożyła wszelkich starań, żeby umożliwić synowi dalszą realizację marzeń Latem 2006 roku Lewandowski dołączył do Znicza Pruszków, rozpoczynając dynamiczną wspinaczkę ku piłkarskim szczytom.

W ekipie Znicza ponad połowa zawodników uczęszczała do szkoły bądź na uczelnię, co niekiedy wzbudzało kpiny ze strony przeciwników. Tymczasem niedoceniany z początku team uczniów i studentów wygrał w cuglach trzecią ligę, a Lewandowski z piętnastoma golami na liczniku wywalczył tytuł króla strzelców. Po awansie, zbudowano w Pruszkowie ekipę na miarę walki o Ekstraklasę. Cel był bardzo blisko, niestety w ostatniej serii gier fenomenalny beniaminek przegrał na wyjeździe z Podbeskidziem Bielsko-Biała po golu straconym na osiem minut przed końcem. Lewandowski, mimo niepowodzenia w samej końcówce, mógł czuć się wygranym. W młodym wieku zdobył w drugiej lidze 21 bramek, przykuwając uwagę połowy klubów Ekstraklasy. Wraz z menedżerem Cezarym Kucharskim podchodził ostrożnie do całego zamieszania. Z początku prawdopodobny wydawał się powrót do Legii, która jednak znowu nie dostrzegła drzemiącego talentu. Ostatecznie przyjął propozycję Lecha Poznań, podpisując czteroletni kontrakt.

więcej

zwiń

styczeń 2006

Niespełniony
sen o legii

W sezonie 2005/2006 Lewandowski był już pełnoprawnym zawodnikiem trzecioligowych rezerw wielokrotnego mistrza Polski z kontraktem podpisanym na najbliższy rok. Za cel obrał sobie jak najszybsze przebicie się do pierwszego składu. Na zapleczu robił bardzo dobre wrażenie, co nie umknęło uwadze Dariusza Wdowczyka. Młody snajper pojechał z pierwszą drużyną na zgrupowanie do Wronek z zamiarem udowodnienia swojej wartości.

Niestety pech chciał, że prędko nabawił się urazu mięśnia dwugłowego i nie był w stanie zademonstrować pełni swoich możliwości. Na angaż w Ekstraklasie nie miał co liczyć, ale w zanadrzu pozostawała jeszcze gra w właśnie tworzonej się Młodej Ekstraklasie. Tymczasem dość nieoczekiwanie, bez wcześniejszych uprzedzeń i wyjaśnień, Legia nie przedłużyła umowy z Robertem. Krótka kariera wpadła w martwy punkt.

więcej

zwiń

kwiecień 2005

Rodzinna tragedia
lekcją charakteriu

Po siedmiu latach Lewandowski odszedł z Varsovii do czwartoligowej Delty Warszawa, stanowiącej bezpośrednie zaplecze Legii. Tata Krzysztof marzył by pewnego dnia ujrzeć syna w klubie z Łazienkowskiej. Niestety za sprawą okrutnego losu nie doczekał nawet pierwszego występu syna na seniorskim poziomie - zmarł w 2005 roku.

Rodzinna tragedia spowodowała, że Robert szybko wydoroślał. Będą jeszcze bardzo młody, chcąc odciążyć finansowo matkę, postanowił opuścić rodzinny dom i zamieszkać u siostry w Warszawie. Skromne pieniądze na życie zarabiał w Delcie, gdzie po kilku przyzwoitych meczach i czterech strzelonych bramkach, dostrzegli go skauci Legi Warszawa.

więcej

zwiń

kwiecień 1988

Skazany na sport

Robert Lewandowski urodził się 21 sierpnia 1988 roku w Warszawie, ale pierwsze lata życia spędził w pobliskim Lesznie. Na sport został skazany praktycznie w dniu narodzin. Matka Iwona była aktywną siatkarką pierwszoligowego AZS-u Warszawa, a ojciec Krzysztof, były judoka, z powodzeniem grał w piłkę nożną w Hutniku Warszawa. Nic dziwnego, że mając tak wyraziste przykłady z obu stron, młody Robert podążał szlakiem przetartym przez rodziców. Próbował różnych sportów, lecz zdecydowanie najlepiej czuł się z piłką przy nodze.

Tata, dostrzegając największe zamiłowanie syna, przyprowadzał młodego potomka na treningi do Partyzana Leszno. Kiedy skończył dziewięć lat rozpoczął szkolenie w Varsovii Warszawa. Twarda nawierzchnia, piach bez źdźbła trawy, tumany kurzu utrudniające widoczność, stare baraki zamiast szatni z nieszczelnymi oknami, bez ogrzewania -w takich warunkach zaczął kiełkować wielki talent Roberta Lewandowskiego.

więcej

zwiń